
Zafascynowany
br. Bartosz Szpyra OCD
W wieku 24 lat św. Teresa od Dzieciątka Jezus umiera jako mniszka w Zakonie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, by wkrótce, bo zaledwie 26 lat potem, być ogłoszoną świętą. Ja natomiast w takim wieku dopiero wstąpiłem do Karmelu.
Jest sierpień 2017 r. W końcu zebrałem wszystkie potrzebne do wstąpienia dokumenty. Jednakże wydaje mi się, że jeszcze czegoś mi brakuje, że potrzeba czegoś więcej do życia zakonnego, niż to, jaki jestem. Co prawda już od dłuższego czasu przestałem przysparzać zmartwień rodzicom, bo i zmieniłem towarzystwo, i wróciłem do Kościoła, i miałem dobrą pracę. Mimo to napisałem do ojca odpowiedzialnego za powołania, że „jednak jeszcze nie jestem gotów, chyba wstąpię za rok”. Byłem niewystarczający we własnych oczach. Może trochę brakowało mi zdyscyplinowania i chyba chciałem być bardziej pobożny, bardziej rozmodlony, poukładany, wolny od własnych słabości. Jednak o. Jakub w odpowiedzi, dość stanowczo, ale serdecznie, zachęcił mnie:
„Skoro już się zdecydowałeś, to przyjedź do postulatu choć na dwa tygodnie”.
No i przyjechałem. Chyba dopiero po miesiącu przypomniałem sobie tę rozmowę i zdałem sobie sprawę, że decyzja o wstąpieniu była słuszna. Tu naprawdę poczułem się na swoim miejscu. Z czasem zrozumiałem, że „Bóg uzdalnia powołanych”. Pomagali mi w szczególności magister postulatu o. Paweł i jego socjusz o. Jakub.
Przed wstąpieniem do Zakonu nie byłem nigdy ministrantem ani w żadnej wspólnocie. W okresie szkoły średniej dni mijały mi dość szybko. Nauki było sporo, ale ja wolałem grać w gry komputerowe. Tam znajdowałem spełnienie i satysfakcję, że jestem w czymś dobry! Mimo tego, że większość wolnego czasu spędzałem przed monitorem, w szkole nie miałem większych trudności ani też sukcesów. Nauka nie dawała mi satysfakcji, z drugiej strony nie miałem wielkich aspiracji, marzeń o studiach czy pracy. Motywacji do nauki brakowało, ale uczyłem się nieźle. Wynik maturalny pozwolił mi rozpocząć studia na kierunku (do dziś zastanawiam się, dlaczego taki wybrałem) Górnictwo i Geologia na AGH w Krakowie. Po roku nie wiedziałem, co robię na tym kierunku studiów ani w jakim kierunku zmierza moje życie. Przeżyłem mocne załamanie, chyba można mówić, że to był stan depresyjny. Nie chciałem kontynuować nauki, nie widziałem większego sensu w… niczym. (...)